Powstań, synu Rzymu

header img

gamedevmike; 01.10.2017; analiza

Rozdawanie gier za darmo (różnie motywowane) zrobiło się bardzo popularne na przestrzeni ostatnich lat. Nie ukrywam, że korzystam z takich promocji często. Ostatnio dzięki GameSessions w ręce wpadła mi gra Ryse: Son of Rome. Spędzenie w grze 5 minut miało zagwarantować zatrzymanie jej na zawsze. Tytuł średnio popularny, przynajmniej nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Zadebiutował w roku 2013 i nastawiony jest na multiplayer, ale wersja z GameSessions pozwalała na rozegranie jedynie kampanii singlowej (tym lepiej).

Za grę odpowiada studio Crytek, którego raczej nie trzeba przedstawiać. Odpowiada przede wszystkim za pierwszy Far Cry oraz serię Crysis, która słynęła z graficznej jakości swego czasu.

Ryse: Son of Rome kładzie szczególny nacisk na walkę wręcz. Mieczem i tarczą. Jest to w pewnym sensie hack'n'slash, bo w dowolnym momencie kampanii bohatera oblega przynajmniej kilku przeciwników. Najważniejszym zagadnieniem musi być zatem system walki. Jest dość złożony, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. LMB – podstawowy atak (przytrzymanie to mocniejszy), RMB – ogłuszenie przeciwnika i otwarcie gardy, spacja – blok (dobry timing gwarantuje otwarcie przeciwnika na ciosy), E – egzekucja, czyli następująca seria quick time eventów, Q – focus, czyli ogłuszenie wszystkich wrogów dookoła i szybsze ciosy. Kółkiem myszy podczas gry można wybrać jaką premię otrzymuje się za egzekucje (hp, focus, bonus damage, xp). Ponadto za otrzymane w trakcie rozgrywki punkty można nabywać ulepszenia statystyk.

Jest to poręczne i intuicyjne, wygląda okazale, jednak w praktyce sprowadza się do q, kilka razy lpm i egzekucja, czyli seria quick time eventów. Oczywiście w miarę postępu rozgrywki wrogowie są silniejsi. Być może nie wykorzystałem maksymalnego potencjału walki, bo przechodziłem grę na najłatwiejszym. Zależało mi raczej na czasie oraz na fabule.

A skoro o fabule mowa...

...to na początku jestem winien ostrzeżenie: "massive spoilers ahead", mimo że wątpię, że czytelnik kiedyś sięgnie po tą, bądź co bądź niszową grę.

...to myślę, że warto zwrócić uwagę na kilka jej aspektów, w szczególności zakończenie.

Kampania (w pełni liniowa) dzieli się na osiem rozdziałów i jest osadzona jest w realiach starożytnego Rzymu pogrążonego w konflikcie z barbarzyńcami. Historia manipuluje czasem i przestrzenią w większości będąc retrospekcją. Rozpoczyna się sceną cesarza Nerona uciekającego w strachu przed niejakim Damoklesem. Tu pojawia się główny bohater – Marius Titus (zwany dalej Mariuszem), który prowadzi cesarza do "komnaty bezpieczeństwa" i opowiada mu historię swojego życia, na którą składa się zamordowanie jego rodziców przez barbarzyńców, szybki awans w strukturach armii, kolejne wyprawy wojenne i pojmanie barbarzyńskiego wodza wraz z córką.

Trzeba także napisać coś o postaci protagonisty, a nie sposób przedstawić ją w dobrym świetle. Mariusz jest niestety wszystkim tym, co stereotypowe. Ma wygląd herosa, charyzmę herosa i umiejętności herosa, do tego bardzo niski głos, co momentami wydaję się groteskowe, szczególnie, gdy pokrzykuje na innych żołnierzy na polu bitwy. Ta kombinacja cech powoduje, że trudno się z głównym bohaterem utożsamić i całą historię można traktować z pewnym dystansem.

Screenshot z gry /oficjalny ze steama

Kluczowym dla fabuły jest, że kolejne nieszczęśliwe wydarzenia i postępujący konflikt zbrojny wywołują u Mariusza coraz większą nienawiść i potęgują żądzę zemsty. Ten motyw jest w opowieści bardzo istotny.

W tle właściwej przygody cały czas przewija się (wymyślony na potrzeby gry) mit o Damoklesie, Rzymskim centurionie, którego w chwili konfrontacji z mającym wielką przewagę liczebną wrogiem zostawili inni żołnierze. Damokles sam stawił czoła wrogowi, zginął, a Nemesis – bogini zemsty – pozwoliła mu wrócić z zaświatów by mógł zabić tych, którzy go zawiedli.

Trzeba przedstawić jeszcze dwóch kluczowych dla fabuły bohaterów, którzy są okryci tajemnicą przez większość czasu.
Summer – bogini reprezentująca drugą porę roku. W chwilach zwątpienia, słabości i niemalże śmierci pomaga Mariuszowi odzyskać siły wrócić na pole bitwy i nakazuje mu "ocalić Rzym".
Aquilo – bóg północnego wiatru lub zimy, z początku jawi się jako doradca Nerona.

Cesarz w Ryse ma dwóch synów. Obaj przekonani o swojej wielkości mają różne zainteresowania, lecz podobne negatywne cechy. Jeden z nich podstępem zabija barbarzyńskiego króla zamiast zawrzeć traktat pokojowy. Wtedy Aquilo nakazuje córce barbarzyńcy uciekać, a Mariusz zauważa, że narzędzie zbrodni jest tym samym, którego użyto do egzekucji jego ojca (co oznacza, że zabito go z polecenia cesarza). Od tej chwili swój gniew kieruje na Nerona i jego synów, a odparcie najeźdźców traktuje jako obowiązek wobec Rzymu.

Trudno oprzeć się wrażeniu że historia Mariusza jest łudząco podobna do historii mitycznego Damoklesa. Kulminacja następuje, gdy protagonista zostaje sam wobec przytłaczającej liczby barbarzyńców. Niemalże ginie, lecz pojawia się bogini Summer. Mariusz wraca i po kolei zabija wszystkich, którzy go skrzywdzili – obydwu synów cesarza oraz córkę barbarzyńcy w międzyczasie wysłuchując od wyroczni przepowiedni, że cesarz może zginąć "tylko od własnego miecza".

Czas akcji "resetuje się" – wraca do komnaty, gdzie znajdują się Mariusz i Neron. Temu drugiemu udaje się uciec przed dokonaniem egzekucji. Rozgrywka przenosi się do pałacowego korytarza, gdzie dochodzi do konfrontacji dwóch wspomnianych bohaterów oraz dwóch bogów. Aquilo ujawnia swoje prawdziwe motywy.

Cała finalna sekwencja jest jednym wielkim quick time eventem. Pokiereszowany Mariusz napędzony żądzą odwetu stawia czoła kolejnym pretorianom na low hp. Ostatecznie rzuca się na cesarza spadając na niższe piętro pałacu. Neron ginie nadziany na miecz trzymany przez swój własny pomnik (wypełnia przepowiednię), a główny bohater zapewne na skutek upadku z wysokości i odniesionych ran.

W finalnej scenie obaj bogowie pojawiają sie nad ciałem Mariusza, ale tym razem Summer nie ratuje go, tylko uśmiecha się porozumiewawczo do Aquilo, który odpowiada skinieniem głowy. Ta scena rzuca zupełnie inne światło na całą fabułę. Kwestionuje ona bohaterstwo protagonisty, uświadamia, że ludzie byli tylko pionkami w boskiej grze. Twórcy w pewien sposób kpią sobie tutaj z gracza nie wynagradzając go w żaden sposób. Gracz może poczuć niedosyt lub nawet zawód, jeżeli (w co wątpię) zdążył utożsamić się z Mariuszem.

Według mnie, zakończenie jest bardzo mocnym punktem fabuły. Do tamtego momentu myślałem, że to tylko zwykła historia o jakimś tam bohaterze wywijającym mieczem, ale scenarzysta pokusił się o coś głębszego i zaskakującego, na swój sposób przełamującego konwencję.

Screenshot z gry /oficjalny ze steama

Fabuła jest oczywiście historyczną fikcją i nie należy doszukiwać w niej realnych wydarzeń. Niektóre postacie jak np. Marius Titus i Neron istniały, lecz Nero nie miał synów, a o Mariuszu wiadomo niewiele. Rzeczywisty mit o Damoklesie dotyczy czegoś zupełnie innego niż zemsty, tu odsyłam do źródeł.

Archetyp herosa? Jednak nie do końca

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Mariusz to pozbawiony wad, stereotypowy bohater. Na szczęście, twórcy w strategicznych miejscach osi czasu zrezygnowali z banałów i przełamali schemat. Po pierwsze protagonistą targa żądza odwetu, która w pewien sposób zaślepia jego działania. Kolejne egzekucje wykonuje bez zawahania. Także gdy pokonuje córkę barbarzyńcy, nie zważa na jej ubolewania nad losem i z zimną krwią odcina głowę.

Pozostali ludzcy bohaterowie mają motywy raczej ludzkie. Jedni cechują się odwagą i wysoką moralnością, inni zepsuciem, próżnością czy pychą. Ostatecznie i tak wszyscy giną.

Wizualnie jeszcze lepiej niż fabularnie

Pod względem grafiki Ryse: Son of Rome nie odstaje od innych dzieł Cryteka. Mimo, że (jeśli mnie pamięć nie myli) grałem na najniższych ustawieniach, to świat i postacie wyglądają bardzo realistycznie i szczegółowo. Ryse to gra niezwykle brutalna. Krew, odcinane kończyny i głowy latają wszędzie, momentami nie da sie tego oglądać. Dla przykładu scena śmierci Nerona (odsyłam do yt).

Screenshot z gry /oficjalny ze steama

Nie samą grafiką żyje człowiek

W grze chodzi głównie o walkę wręcz. Powtarzalność występuje. W zasadzie występuje ona w każdej grze wideo, ale Ryse uwydatnia ten problem, wymuszając częste egzekucje na średniawych przeciwnikach. Z jednej strony to interesująca mechanika pozwalająca na dynamiczne poprawianie współczynników w walce, z drugiej jednak występuje ona za często. Sprawia to wrażenie sztucznego wydłużania czasu gry.

Największym jednak mankamentem jest boss design. Każda walka z bossem (a jest ich, jeśli pamiętam, trzy) wygląda bardzo podobnie. Unik lub blok pozwala na wyprowadzenie kilku ciosów (2-3, zależnie od przeciwnika). I tak w kółko. Czasem następuje cutscenka, manipulacja paskami hp i trzeba powtarzać procedurę.

Mieszane recenzje krytyków

W Ryse: Son of Rome ścierają się dobre i złe rozwiązania. Przyznam, że ta gra może być satysfakcjonująca i sprawiać radość (bo o to w graniu chodzi), szczególnie miłośnikom wszelkiego TPP i zabijania. Z drugiej strony, to produkcja jakich wiele.

Na koniec jeszcze "ciekawostka". Początkowo Ryse miało być xboxowym exclusivem, ale przeciętne wyniki sprzedaży zmusiły twórców do przeniesienia gry na pecety. No cóż, na pewno zyskała na tym grafika, dodano też rozdzielczość 4K.

Niestety, w związku z tym, że wersja Ryse z GameSessions uniemożliwiała mi trzymanie otwartego bandicama w tle (także np. msi afterburnera) z powodu niskiej wydajności, to nie byłem w stanie wykonać własnych screenshotów, więc grafiki tylko oficjalne (steam, strona, media), a gameplaya brak. Może kiedyś to poprawię jak kupię lepszy procesor, o ile tu leży problem.

← Powrót do listy artykułów